W barwach taboru. Etui na książeczkę zdrowia.

Miałam już nie szyć na zlecenie... Nie pykło ;-)

 

Pewnie dlatego, że czasem jednak potrzeba mi dodatkowej "motywacji", gdy rozsądek ustala priorytety i szycie spada na koniec listy. Jeśli w ogóle znajdzie się na niej ...

Szycie "na zlecenie" ma wiele plusów. Poza wspomnianą motywacją, fajnie dopasować coś do przyszłego właściciela, a potem usłyszeć, że to właśnie TO. Albo podjąć wyzwanie, gdy ktoś ma potrzebę i oprócz szycia jest praca koncepcyjna, np. opracowanie konstrukcji, czy zrobienie wykroju.

Niestety szycie "zlecone" wiąże się także z presją. Nie tylko czasu, ale również presją szycia "pod kogoś". Do tego jeszcze presja "jakości"! Ta wewnętrzna, moja osobista, czasem nieco wyimaginowana ;-) Zdecydowanie szycie dla siebie wybacza znacznie więcej i zdarza się, że po prostu odpuszczam. Mimo, że w końcu nauczyłam się tego "odpuszczania", to gdy szyję dla kogoś nie odpuszczam i zdarza mi się pruć i... pruć. I jeszcze pruć ;-)

***

To zlecenie przyjęłam z przyjemnością, bo a) już mi bardzo brakowało, b) Pani nie zależało na czasie, tylko na wykonie, c) ostatecznie okazało się, że właścicielką będzie... Dziewczynka :-)

I ta dziewczynka wybrała najbardziej patchworkowy "układ" z możliwych :-D Jak odmówić? Za to dziękuję :-)

Wytyczne:

  • etui na standardową książeczkę zdrowia dziecka
  • patchwork
  • w palecie kolory takie, jak na topie poduszki, który roboczo nazwałam "Cygański oktet" i pokazywałam na fejsbuku (poniżej, jedyne zastrzeżenie: bez niebieskości)


 Przygotowałam kilka próbek.

Padło na klasyczne HST (Half Square Triangles). Finalny wybór układu nieco mnie zaskoczył, ale baaardzo uradował :-) Klasyczny patchworkowy "bałagan". Cudownie!

Na zewnątrz kompozycja z przewagą fioletu i kontrastującym żółtym.

Środek z pięknej tkaniny AGF - jednej z moich ulubionych. Do tego standardowo przegródka.

 

Pikowanie falami, nićmi dopasowanymi do każdej ze stron.

Wykończenie lamówką podszywaną ręcznie. Zapięcie na drewniany, duży guzik i regulowaną pętelkę z różowego rzemienia.


Efekt bardzo mój. Info zwrotne, że bardzo się podoba. I to najważniejsze :-)

Fotki robione przed samą wysyłką, tuż przed świętami, więc jakość przeciętna, ale widać co trzeba ;-)

***

Mam nadzieję, że pozostajecie w zdrowiu. Dziękuję za czytanie i życzę Wam wytrwałości, radości i wewnętrznego spokoju w tym trudnym czasie. Za chwilę wiosna, nie tylko kalendarzowa, to i świat będzie piękniejszy :-)

Basia

ps' rozważam publikację zdjęć wszystkich (dosłownie wszystkich!) UFOków, jakie zalegają u mnie w czeluściach. Nawet takich, które być może nie doczekają finału, bo... ?  Czasem zabrakło pomysłu. Czasem zwiodła mnie moja koncepcja. Czasem zabrakło weny. A czasem brakło umiejętności. Zdarza się też, że coś po prostu "nie idzie" i już. Wtedy jedyny sposób to...odpuścić.

Pomyślałam, że może coś z tego UFOkowego ekshibicjonizmu się "wykluje"?

Być może mówiąc/pisząc o tym głośno i obnażając niewygodną prawdę ;-) znajdę motywację (i czas!), żeby coś z nimi zrobić :-)

ps" wykończeniom ufoków nie sprzyja moja nowa zajawka ;-) Tak, mam kolejną pasję. Przyszła gwałtownie, znienacka! A na imię jej: domowa dżungla... i sznureczki ;-)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kap, kap... podobno po każdej burzy w końcu wychodzi słońce...