PatchTworkowe 4 lata. Czas na...

... no właśnie... na co? ***

Wczoraj był jeden z tych dni, gdy kręciłam się w kółko. Uznałam więc, że warto zrobić cokolwiek. Nawet jeśli będzie to poza planem lub nieproduktywne.
Foto: BM PatchTworki

Dobry dzień na zapowiedzianą w ostatnim poście refleksję.
Jakiś czas temu mocno zastanawiałam się nad losem tego bloga. I wczoraj ta myśl uderzyła mnie obuchem. Dlaczego? Uświadomiłam sobie, że dokładnie miesiąc temu minęły 4 lata od pierwszego wpisu.

Zatem po 4 latach sprawy mają się tak.
1. Czasu na szycie mam jak na lekarstwo. Powrót na rynek pracy i codzienność pochłania mnie tak bardzo, że - i muszę to w końcu przyznać - wpadłam w szyciowy marazm***.
2. Czas na szycie to jedno. Natomiast publikacje i przemyślane prowadzenie bloga również wymagają czasu.
3. Na początku blog miał być miejscem dla mnie. Miejscem, w którym będę pokazywała prace i pisała o tym, jak powstają. Miały być to opowieści luźne i niezobowiązujące.
Z czasem odezwały się moje ambicje i zapragnęłam podzielić się konkretnymi umiejętnościami i niewielkim, ale jakimś tam doświadczeniem.
Tak narodziły się tutoriale, z czego co najmniej dwa nie ujrzały światła dziennego.
4. Pragnienie zaktywizowania się w środowisku patchworkowym i szyciowym (hehe jakimkolwiek środowisku) pchnęło mnie również w życie społeczności w social media. Założyłam profil na facebooku. To generator niezliczonych inspiracji i rozbudzacz szyciowych pragnień.
5. Ostatecznie, w obliczu dylematu: szyć czy publikować... wybór stał się oczywisty.

Przez te 4 lata ze smutkiem obserwowałam blogi, na których z każdym miesiącem osiadał kurz. Wówczas żyłam przekonaniem, że mnie to nie dotyczy. A jednak. 
Dziś sama stoję przed dylematem i zadaję sobie pytanie: Quo vadis PatchTworki?
 
Foto: BM PatchTworki
Na początku roku policzyłam prace, o których jeszcze nie pisałam na blogu. Te już uszyte i te, które wciąż "się szyją".
Okazało się, że przy założeniu 2 publikacji w miesiącu, potencjalnych wpisów mam na co najmniej... rok! Tylko w tym wszystkim najbardziej zastanawia mnie... ich sens?

Zastanawiałam się także nad zmianą formuły bloga. Rozważałam skoncentrowanie się tutaj na wpisach o wartości edukacyjnej. Linki do inspiracji, tutoriali, tutoriale własne, wskazówki, dzielenie się doświadczeniami. Rozważałam założenie profilu na Instagramie i przeniesienie tam samych prezentacji bieżących prac. Podobnie na profilu facebookowym. To wszystko jednak wciąż pozostaje bolesnym wyborem pomiędzy pasją, a sprawami priorytetowymi.

Podsumowując. Do marca przyszłego roku PatchTworki będą trwać.  I już niebawem kolejne wpisy. Zatem to nie pożegnanie. Z pewnością jednak głęboka refleksja.
Co potem? Nie wiem... Czas pokaże.
Tymczasem dziękuję za doczytanie do końca. To dla mnie ważne. 
Pozdrawiam Was ciepło 
Basia
 _____________________

*** To niesamowite... Wystarczyło, że wyartykułowałam zwrot "szyciowy marazm" i tego samego wieczoru skończyłam dwa ufoki i prawie skończyłam trzeci. To chyba dobry powód, aby tu jeszcze chwilę zostać ;-)

Komentarze

  1. Przyznam, że pesymistycznie podchodzę do blogowania. Przygotowanie nadającej się do pokazania publikacji zajmuje mnóstwo czasu. Sama bardzo rzadko oglądam blogi, do czego przyczyniło się zamknięcie przez google czytnika - dla mnie to był zmierzch ery.
    Blogi które oglądam muszą być interesujące (czyt. zawierać interesujące mnie informacje) i... ładne. A tego w mojej ocenie nie może zrobić pracująca na dwa etaty matka (co najmniej dwa - praca i praca w domu, połączona z opieką nad dziećmi). Stąd pewnie ucieczka na Instagram - zdjęcie plus krótki tekst - ta formuła wydaje się być mniej wymagająca. Wbrew pozorom to też pożeracz czasu - ale wydaje się być przystępniejszy.
    Cieszę się jednak, że nie porzucasz Basiu swojego cyfrowego dziecka - a kto powiedział, że trzeba regularnie pisać? Zresztą to dobry sposób na archiwizowanie swoich dokonań. Życzę powodzenia! M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Cyfrowe dziecko"... jak Ty to Maju pięknie nazwałaś :-) No właśnie nikt nie powiedział, że trzeba pisać regularnie... no może poza specjalistami od social media ;-) Co najwyżej ucierpi nieco moja ambicja, którą z kolei być może zrównoważę innym blogiem z zupełnie innej bajki... ale to na razie tylko mgliste rozważania. Dla mnie najważniejsze, że jest gro "cennych" osób, które jednak tu zaglądają. Na przykład Ty :-) Instagram ciągnie mnie niesamowicie. A co do czasu... Twoja produktywność mnie zadziwia i zachwyca, szczególnie w perspektywie wspomnianych "etatów". Dziękuję pięknie :-*

      Usuń
  2. Mam podobne przemyślenia, choć wciąż bloguję. Ostatnio jakoś mniej i raczej dla siebie. Zaczęło się od tego, że przestało mi się chcieć tłumaczyć posty na język angielski. Coraz mniej wizyt, komentarzy też jakoś mało. Może nie piszę interesująco, albo nie szyję interesująco? A tak naprawdę to wydaje mi się, że za długa treść w dzisiejszych czasach chyba odstrasza. Ma być zdjęcie i kilka słów najlepiej z # na początku.
    Fb i IG też założyłam tylko z myślą o moim szyciu i tam jakoś odzew jest większy. Ostatnio spotykam się z zakręconym na temat patchworku w realu i to jest MEGA świetne doświadczenie, lecz prawda jest taka, że to jednak internet dał mi możliwość poznania i rozwijania pasji oraz poznawania np. Ciebie.

    Cieszę się Basiu na rok Twoich prac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... niestety z tą treścią masz racje. Sama miałam wpisać na początku tego postu średni czas czytania... tak teraz się ustawia frontem do czytelnika... ech. Wyobrażam sobie, o ile więcej czasu i pracy wymaga jeszcze przetłumaczenie wpisów! I tak jak piszesz, jednak te "szybsze" media dziś biorą górę, szczególnie w twórczości "do oglądania". Widziałam natomiast, że idziesz z nurtem i uczysz się profesjonalnie fotografować patchworki! Świetnie! Tego nam w Polsce brakuje zdecydowanie :-) Może doczekamy się profesjonalnego kursu. Podsumowując, niezależnie od tego, gdzie się spotkamy, czy na naszych blogach, FB, IG, a może nawet w kiedyś w realu... to warto było :-) Dzięki serdeczne :-*

      Usuń
  3. Witaj, Basiu!
    Dylematy ma chyba każda z nas...
    Blogowanie to rzeczywiście dość pracochłonne zajęcie, bo zdjęcia, obróbka, sklecenie kilku słów, odwiedzanie innych, komentowanie...
    Też mam lepsze i gorsze momenty (wtedy po prostu robię sobie przerwę), ale z perspektywy tych kilku lat bardzo pozytywnie to oceniam - mam porządne archiwum moich prac.
    Czekam chociaż na zdjęcia Twoich pięknych uszytków...
    Pozdrawiam wiosennie 🌷 🌷 🌷

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach Iwonko. Dokładnie tak jak piszesz. To wbrew wszystkiemu doskonałe archiwum. Swoją drogą, wciąż obiecuję sobie je zapisać :-) Z tą przerwą masz rację. Czasem po prostu tak jest lepiej. Dla mnie optymistyczne jest to, że nawet po dłuższych przerwach wracam :-) I chociażby dla takich osób jak Ty warto :-) A co do następnych zaplanowanych do pokazania prac, tooooooo.... są wśród nich prezenty od Ciebie :-D Pięknie się prezentują, a moje dzieci je uwielbiają :-) Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam ciepło :-*

      Usuń
  4. Basiu juz prawie wsYstkow Dziewczyny powiedziały/napisały ;) Ja staram się reanimować bloga, bo on już ma tyle lat i mi go szkoda, ale Instagram dawno u mnie wygrał i tam chyba zostanę. Odkryłam że czasem nie chce mi się pokazywać prac, uczę się czerpać z szycia satysfakcję nawet bez lajków i komentarzy choć one są szalenie miłe. Na Instagramie czasem łatwiej o coś na kształt dialogu w komentarzach, ale za to tam wszystko płynie w takim zawrotnym tempie. Powodzenia przede wszystkim w szyciu dla Ciebie bo czy o tym napiszesz czy nie to uszyte będzie :) uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ula. Bardzo trafnie napisałaś o potrzebie pokazywania. Faktycznie początkowo blog by raczej dla mnie - miałam potrzebę pokazania obrazu i treści. Potem centrum przesunęłam na dzielenie się i czytelników, stąd więcej postów ze szczegółami technicznymi. Dziś faktycznie mam mniejszą potrzebę pokazywania wszystkiego, co uszyłam. I pisania o tym. A uszyłam na prawdę sporo, w tym ciuchów, których tu prawie w ogóle nie pokazuję. Instagram, jak widzę z perspektywy "oglądacza", faktycznie ma ogromne tempo. No i mam wrażenie, że jednak jest wymagający pod względem jakości ekspozycji. Zdecydowanie jestem bliżej niż dalej założenia ;-) Pozdrawiam ciepło :-*

      Usuń
  5. Też jakiegoś czasu myślę o funkcjonowaniu mojego bloga. Co jakiś czas przemyka myśl o jego zmierzchu. Z pewnością kiedyś nastąpi koniec, jak wszystkiego, kwestia czasu. Widzę, że w tym myśleniu nie jestem odosobniona bowiem w czasie, kiedy prowadzę blog kilka zostało zamkniętych, a niektóre dziewczyny myślą o tym. I to te z zaledwie kilku, którymi byłam zainteresowana.
    Przyznam, że mój blog nadal jest głównie prowadzony dla samej siebie, jako swoisty dziennik towarzyszący w szyciu. Prowadzenie go wymaga pewnej dyscypliny, która słabnie. Ja nie mam ambicji edukacyjnych, choć niekiedy piszę co i jak. W przypływie większej energii. Wiadomo, post ze opisem wykonania czegoś jest bardzo czasochłonny, a jego wartość edukacyjna - sama nie wiem... I z pewnością nie towarzyszą mi już takie emocje jak w pierwszych latach, przy pierwszych wpisach. To było w sumie miłe, ale minęło, wyciszyło się.
    Jakiś czas temu założyłam konto na Instagramie i zanim się na nim rozejrzałam już kilkanaście osób zaczęło je obserwować. Wycofałam się, nie zamieściłam pierwszego postu, zdjęcia, czy jak tam to nazwać, nie wiem nadal, czy tego chcę. Czy chcę brać udział w tym klikaniu, że lubię bo ktoś lubi i odwrotnie. Czasem tak o tym myślę, choć pewnie to przesada. Pinterest porzuciłam zupełnie.
    To co mnie trzyma przy blogu... Myślę, że jak kogoś interesuje to, co tworzę - jednak zajrzy na blog, nawet niekoniecznie zostawiając ślad, te są coraz rzadsze. Wymagają wysiłku, to zrozumiałe. Wreszcie blog, to moje miejsce, spokojne. Nie tak jak FB, gdzie wszystko jest "bardziej publiczne". Tylko na blogu nie mam problemu z pokazywaniem prac. Jestem u siebie, płacę za domenę. Wszędzie indziej mam poczucie lekkiego narzucania się... Może dziwne, ale tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. Basiu i najważniejsze - życzę satysfakcji z podjętych działań i wyborów. Najpierw Twoja prawda i Twój wybór. Potem reszta :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam podobne dylematy, ale zupełnie niepodobne ilości wpisów z ukończonymi pracami.
    Instagram mam i to okropny zjadacz czasu, więc nie wiem czy polecam. Stronę na fb skasowałam i jest mi z tym lepiej, bo najgorsze w tym wszystkim jest praca włożona w przygotowanie wpisu (na blogu) czy zrobienie ładnych ujęć (na fb lub/i instagram), a widoczność w sieci fatalna.
    Blog mój, niemal martwy, trwa dla mnie samej ...jako pamiętnik.
    Czas pokaże co dalej. Zostań, rzadko bo rzadko, ale zaglądam :]

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Okrągłe uchwyty do torebki - jak uszyć? Tutorial.

Pokrowiec na sako, czyli poprawki sklepowego bubla.

Powrót do Przyszłości. Quilt w dobrym momencie.