Los Flamingos Neros ;-)


W ostatnim poście wspominałam, że zmierzyłam się z własnym wykrojem na nerkę.

Co więcej, jednocześnie zmierzyłam się z bezszwową podszewką! Zatem dziś krótko opowiem Wam o ...



Los Flamingos ;-)



Tak. Nerka, którą widzicie powyżej jest uszyta przy użyciu własnoręcznie "rozrysowanego" szablonu :-D Zdaję sobie sprawę, że na pierwszy rzut oka wygląda jak wiele innych. Włożyłam w nią jednak mnóstwo pracy i dopasowałam do siebie.


Jak już pisałam, do tej pory korzystałam z wykroju z Etiblog, ale prawie za każdym razem zmagałam się z lekkimi trudnościami przy dopasowywaniu przodu do tyłu. Prawdopodobnie dlatego, że w nieco inny sposób przyszywałam podszewkę. W końcu postanowiłam opracować swój wykrój.



Najpierw rozrysowywałam szablon na papierze. Wyliczałam i dopasowywałam krawędzie. Szczególnie na łukach. Potem wycinałam i łączyłam. Najpierw zszywaczem, potem fastrygą. Po osiągnięciu w miarę satysfakcjonującego "modelu" papierowego szyłam "prototypy" z resztek tkaniny homedecor. Po kilku modyfikacjach dopracowałam model. Przygotowałam ostateczny wykrój i drżącą ręką zabrałam się do wycinania docelowych materiałów.

Efekt? No!

Dokładnie taki, jaki sobie wymyśliłam.



A w kwestiach technicznych...

Podobnie jak przy Moropikselozie użyłam tkaniny typu softshell, którą usztywniłam wigofilem. Wnętrze to wodoodporna tkanina podszewkowa.





I tym razem dodałam gumki pełniące funkcję dodatkowych uchwytów, a odblaskową wypustkę wszyłam pod zamkiem Zielony pasek i klamry dopełniły całości. Nerka należy do mojej Córki :-) I od wiosny świetnie się sprawdza w różnych sytuacjach. Jest tylko trochę pomniejszona względem bazowego wykroju.



A co tak na prawdę sprawia, że ta "konstrukcja" jest dla mnie najlepsza?

Zależało mi na dużej klapie, na szerokości przodu i sporym dnie, które razem "zapracują" na pojemność. Jednocześnie zależało mi, aby całość ładnie układała się na biodrze. Chciałam mieć możliwość swobodnego wszycia tylnej kieszeni. Dążyłam do tego, aby boczne części również stanowiły przestrzeń do przechowywania, np. małych chusteczek, czy pomadki. I to wszystko osiągnęłam!

Ten ostatni aspekt warunkował jednocześnie konieczność takiego wszycia podszewki, aby po otwarciu nie było widać szwów. Ostatecznie uniknęłam lamówek i jednocześnie zachowałam oczekiwaną estetykę wnętrza. I to mój sukces :-D






Na zakończenie przyznam, że zaczęłam pracę nad kolejną softshellową nerką. Kusi mnie, aby przy tej okazji przygotować dla Was tutorial pokazujący, w jaki sposób wszyłam tą podszewkę. Co Wy na to?

Dajcie znać :-)


Na dziś to wszystko. Następnym razem pokażę Wam obiecany wcześniej uszytek, który powstał do kompletu z piórkową torebką. To dla odmiany... nerka ;-) Z pełnowymiarowego wykroju.

Dziękuję za wizytę.

Basia

Komentarze

  1. NO ja podziwiam zawsze Twoje projekty, tu dopracowanie i włożony wysiłek na pewno był duuuuży! Nerka z pewnością jest bardzo funkcjonalna i niejednemu tutek by się marzył :) Gratki i chylę czapkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję :-*** To wspaniałe, gdy ktoś dostrzega wysiłek i serce włożone w pracę :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Pokrowiec na sako, czyli poprawki sklepowego bubla.

Okrągłe uchwyty do torebki - jak uszyć? Tutorial.

Na lato przystroiłam się w piórka #1