wtorek, 10 maja 2016

W stylu Marine... czyli post bardzo osobisty...

Każdy z nas ma swoją historię, a w niej zdarzenia, osoby oraz miejsca, które znacząco wpłynęły na to kim jesteśmy. Często jednak ta historia jest również o tym, kim się NIE staliśmy. I czasem właśnie to bywa kluczowe. 

Dziś oprócz tego, że pokażę Wam prace o tematyce szczególnie mi bliskiej...
...to chciałabym podzielić się z Wami czymś osobistym i bardzo dla mnie ważnym.

Zbliża się bowiem niezwykły jubileusz. To 50-lecie istnienia miejsca, które bez wątpienia wpłynęło na moje życie. To miejsce (a wraz z nim i ludzie), które ukształtowało mój charakter w okresie, w którym młody człowiek zazwyczaj kształtuje swoją postawę życiową i dokonuje wyborów kluczowych dla jego dalszego życia.

HOW RANCHO. To Harcerski Ośrodek Wodny we Wrocławiu.
Pierwszy raz trafiłam tam w wieku 12 lat. Potem przez długie lata w każdy weekend (i nie tylko), w każde wakacje, ferie, święta, w dni wolne i nie wolne, Rancho było moim drugim domem. 
Zbiórki, wyjazdy, eventy, biwaaaaki :-D
Doskonała zabawa w doborowym towarzystwie, ale również ciężka praca dla wspólnego dobra.
Prace bosmańskie od rana do późnej nocy przez całe weekendy.
Gitara, szanty, ogniska.
Pływaaaanie! Regaty, obozy, spływy.
Setki (!) poznanych fantastycznych ludzi z całej Polski! 
Szaleństwo młodości! 
Przyjaźnie na całe życie, radość, ale również trudne rozstania, rozterki i błędy. To właśnie na kursie drużynowych spotkałam Człowieka, który wciąż powtarzał, że błędy są po to, aby się na nich uczyć.

To dzięki Rancho i Rancherom, ja i moi Koledzy "z dzielni" nie szlajaliśmy się bez celu po podwórkach wrocławskiego "trójkąta".

To na Rancho pierwszy raz się zakochałam i pierwszy raz szczerze nienawidziłam.
Tu nauczyłam się pracować dla siebie i innych.
Tu nauczyłam się pracować z dziećmi i młodzieżą. Nauczyłam się pracować z grupą.
Właściwie dzięki temu zostałam najpierw pedagogiem, a potem trenerem. To tu pierwszy raz doświadczyłam metodologii, która dziś jest obecna w każdym korpo. Tak tak moi drodzy! Te wszystkie standardy zarządzania obecne w większości firm, to nic innego, jak metodologia, na której od wieeelu lat pracuje się w środowiskach harcerskich i wodniackich (struktura, motywacja, cele) .
Tam też nauczyłam się kilku innych rzeczy, ale o tym szaaa...;-)

To najpiękniejszy okres w moim życiu! I choć nie zawsze było słodko, nie zawsze po harcersku (za to zawsze po wodniacku ;-) ), a czasem nawet było ciężko i przykro, to takiego dzieciństwa i młodości z całego serca życzę moim dzieciom.

Chciałabym, żeby miały takich przyjaciół, taką pasję, takie wspomnienia i doświadczenia! 

Kiedyś nawet powstał plan... bo więkość ludzi z mojej rancherskiej historii ma dzieci w podobnym wieku. A że historia lubi się powtarzać ... nie byłaby to pierwsza stworzona przez nas drużyna ;-)

Kto wie, kto wie ;-)
Z pewnością już na zawsze w moim sercu pozostanie TA tęsknota...

Wspomniany jubileusz jest zatem doskonałym kontekstem dla moich dzisiejszych prac :-)
Chociaż chyba jednak prace dziś raczej do towarzystwa ;-)

Po pierwsze Wór-eczek żeglarski.
Worko-plecak, w stylu Marine powstał jako jedna z rozdawajkowych niespodzianek. Woreczek jest dopasowany do pleców Roczniaka - ok 25x30cm. Całość wykonana jest z bawełny. Podszewkę zrobiłam z grubszej tkaniny typu home decor, dzięki temu lepiej się układa na pleckach. Oczywiście "W" to pierwsza litera imienia Małego właściciela :-) Idealny na wakacyjne wędrówki na plażę ;-)
Przód i tył

 Detale

W towarzystwie ;-)


Po drugie Kostka sensoryczna Marine.
Od dawna marzyłam o zrealizowaniu mojego autorskiego pomysłu. Jakoś się nie składało. Aż do rozdawajki. To kolejna niespodzianka dla wylosowanej osoby. Kostka powstała z myślą o maleńkim Chłopczyku.

Przemyślałam każdy szczegół. I tak mamy tu obowiązkowo elementy patchworku. Do tego koniecznie motywy żeglarskie - węzełek płaski, mini gałka bosmańska i węzełek... knagowy na knadze (!), tematyczna tasiemka i... fale z tasiemek ;-) 

Nie mogło oczywiście zabraknąć milutkiego minky, wiązadełka oraz dodatkowego uchwytu na gumce i dzwoneczka w środku!

 A wszystko obowiązkowo w kolorach granatu, bieli, czerwieni i czerni, które pięknie kontrastują ze sobą. Wszystko doszyte do granic możliwości w trosce o maleńkiego Użytkownika.
Kostka wykonana jest z bawełny i poliestrowego minky, a wypełniona antyalergiczną kulką silikonową. I tym razem nie szalałam z rozmiarem, bo nie o rozmiar mi chodziło ;-) kwadraty mają 12x12cm. 


I już. Na zakończenie podzielę się z Wami jeszcze kilkoma wspomnieniowymi zdjęciami
(osoby, które są na zdjęciach - choć mało rozpoznawalne - a nie życzą sobie publikacji proszę o info - zamaluję ) 
A po więcej zapraszam na oficjalną stronę Rancha TU (nie tylko do galerii) i stronkę na facebooku TU.
 Młodsza Kadra Obozu w Lubczynie '97 - a we Wrocku wieeelka woda

 Obóz w Lubczynie nad j. Dąbie - '96 i ;97 ;-)

 Ragaty w Lubiatowie '97 - Pięęęknie się prezentujemy prawda ?

Spływ Odrą do Szczecina '97

Dziękuję, że dotarliście ze mną do końca tego wpisu i już za chwilę  zapraszam na kolejne prezentacje :-)

Basia



6 komentarzy:

  1. Basiu, łza się kręci w oku. Pozazdrościłam Ci doświadczeń tak po ludzku, ale bez zawiści.
    Kostkę dostał mój ziomal ;). Muszę wytrzymać do sierpnia, wtedy ją zobaczę.
    Szyjesz z pasją. Pięknie szyjesz.
    Spełnienia marzeń, Basiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziomale pisali, że kostka się podoba ;-) Dziękuję Asiu za Twoje słowa :-) I za życzenia...

      Usuń
  2. Woreczek jest boski.B.dziękujemy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że przypadł do gustu :-) A na fotkach widziałam, że pasuje idealnie ;-) Również dziękuję :-D

      Usuń
  3. Wspomnienia o czasach kiedy miało się naście lat zawsze są piękne i sentymentalne.... mniej lat, mniej problemów, wszystkiego mniej. Bardzo lubię marynistyczne klimaty, przywodzą na myśl lato, plaże, morze. Woreczek jest świetny a kostka z tymi wszystkimi węzełkami i szczególikami rewelacyjna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Wiolu. Z z pierwszym stwierdzeniem jednocześnie się zgadzam i nie ;-) Nastoletnie problemy są po prostu inne, a dla Nastek wcale nie mniejsze ;-) Przynajmniej u mnie ;-) A niektóre urastają szczerze nawet do miar dramatów... Ech Nastolatkiem być...

      Usuń