czwartek, 3 września 2015

Patchwork Kokeshi.

Ło Jesoooo... Ło Matko... stękam, kwękam, bo wymiękam!
Post piszę zerkając nerwowo na zegarek... Obudzi się Pipruś, czy jeszcze pośpi?
Co chwilę odpływam jednak myślami do Mojej Gagatki... bo pierwszy dzień w przedszkolu to jest COŚ! I nie wiem, czy bardziej dla dziecia czy dla mamy...


Pierwszego września rano, uzbrojona po zęby w wyprawkę, ruszyłam dzielnie z moim Skarbem. Wracałam ocierając spod ciemnych okularów łzy, które same napływały do oczu.

Żeby nie było...  o szyciu też będzie. Bo wyprawka w dużej części hand made ;-) 

Siedziałam dwie noce z rzędu do 2:00, by dotrzymać obietnicy. I tak moja Natka Gagatka zyskała Worek na "takie tam" i kołderkę Kokeshi (pierwszą z dwóch) na drzemki.

Worek na "takie tam"
W przeddzień po południu zasuwałam do Cottonhill po coś odpowiedniego :-) Wybór padł na:

Grupa nazywa się Skrzaty, więc jak znalazł :-) Zakochałam się w tym połączeniu. Ostatecznie wyszło tak... jak na drugą w nocy przystało ;-)

Worek jest dość duży (~40x35cm), z podszewką (upcykling flaneli), ściągany na sznurek w tunelu. To jeszcze poprawię, bo lepszym rozwiązaniem wydaje się jednak ściąganie na 2 sznurki. No i rozważam przeróbkę na plecaczek. A ponieważ w planie mam jeszcze drugi, to prawdopodobnie uszyje go w wersji nieprzemakalnej z bawełny laminowanej. Coś w TYM stylu. 

Kołderka Kokeshi *, czyli Laleczka.
Jak zobaczyłam te lalczki to przepadłam. Jeszcze dobrałam kilka pasujących tkanin i... dłuuuugo czekały na działanie. W końcu wycięłam kwadraty, które równie dłuuuugo czekały na zszywanie. Wróciły do łask, gdy okazało się, że nie zdążę z kołderką w motylki. Konstukcja podstawowa prosta - kwadraty i panel z aplikacją. Aplikacja natomiast już nie taka prosta. Jak w przypadku TEJ kołderki wycinałam każdy element z około centymetrowym zapasem, który to zapas ponacinałam co kilka milimetrów. Następnie zaprasowywałam, przyszpiliłam i przyszywałam po kolei. Bez flizeliny. Efekt widoczny na zdjęciu. Nieco pracochłonne, ale dla efektu miękkości warto. 

Oczy i usta początkowo miałam wyszyć "z wolnej" ręki, jednak z braku czasu ostatecznie użyłam pisaków do tkanin. Oczy są otwarte zgodnie z kategorycznym życzeniem właścicielki i niestety nie jestem z nich do końca zadowolona. Chociaż dziecinka jest i to najważniejsze :-) Dla podratowania przeszyłam jeszcze białą nicią.

Tył zrobiłam z jednego kawałka bawełny (Ikea), którego zapas posłużył również jako wykończenie brzegów. Pierwszy raz zastosowałam takie rozwiązanie i... wolę klasyczne lamowanie mimo większego nakładu czasu. Na szczęście efekt wizualny wyszedł niezły.

Do środka dałam cienkie bawełniane wypełnienie (w przeciwieństwie do włókniny poliestrowej świetnie przylega do bawełny, co ułatwia pikowanie). Produkt polski, którego struktura nie umywa się niestety do amerykańskiej, ale mam nadzieję, że wytrzyma liczne prania.
Ważna rada - dekatyzacja wypełnienia jest konieczna, bo barwi wodę na lekko słomkowy kolor (!), co przy białych tkaninach po pierwszym praniu mogłoby skończyć się tragicznie. I spokojnie można odwirować nadmiar wody w pralce.
  
Pikowałam po liniach prostych, wzdłuż szwów na odległość stopki. I to wystarczy, bo przy tylu wzorach byłoby za dużo.

Fakt, pierwotny ambitny plan zakładał pikowanie ręczne w stylu Sashiko (przeczytałam o nim TU), jednak zostawię sobie ten pomysł na inny projekt.

I tak oto Natka Gagatka śpi spokojnie pod czujnym okiem Laleczki :-)

ps. miałam wystawić Kokeshi na Hello Sunshine jako drugą pracę, ale... zabrakło mi dosłownie 15 minut na zrobienie zdjęć. Bateria padła. Widać tak miało być :-)


* Więcej o Kokeshi na przykład TU


Słonecznego września Wam życzę i zapraszam niebawem na Motylki :-)
Basia

Szczegóły techniczne.
Worek. Tkaniny z Cottonhill.pl. Sznurek z Castoramy.
Kokeshi. Tkaniny z Cottonhill.pl, część to wzory z kolekcji Kaufanna, reszta niestety nie pamiętam. Tył to Nattljus z Ikei. Wypełnienie bawełniane polskie. Pisaki do tkanin kupiłam w Kauflandzie.

6 komentarzy:

  1. Łza się w oku kręci, ponieważ moja patchworkowa przygoda zaczęła się właśnie dzięki chęci własnoręcznego wykonania wyprawki... I jeszcze kokeshki - to było jedno z pierwszych tkaninowych zauroczeń. Mam nadzieję, że te piękne dzieła osłodzą małej pierwsze chwile w przedszkolu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :-) Dziś stwierdzam, że to raczej sposób na osłodzenie dla mamy, bo już pierwszego dnia mój Skarbek nie chciał wracać do domu :-)

      Usuń
  2. Rewelacyjna wyprawka :) Córcia pewnie piszczała z radości.
    A kokeshi też bardzo lubię. Moja laleczka - wyhaftowana krzyżykami - czeka na wszycie w poszewkę do poduchy (mam nadzieję, że już niedługo)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki serdeczne :-) Kokeshi są urocze i ciekawa jestem wersji haftowanej
      haftowanej. Będę wypatrywala efektu :-)

      Usuń
  3. Cudowna wyprawka i jaka satysfakcja! Bardzo pozytywne emocje, których zazdroszczę :) Dzięki takim postom zaczynam się zakochiwać w tkaninach :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i fakt satysfakcja ogromna (choć oczy nie dają mi spokoju więc chyba będzie poprawka). Zaczynasz zakochiwać się w tkaninach? Oj, ja jednak myślę, że już wpadłaś po uszy ;-)

      Usuń