środa, 15 kwietnia 2015

Blogowy comming out. Zapraszam do lektury.

 Jak w tytule.

Blog ma już grubo ponad miesiąc, a ja wciąż się ukrywam. Przyczyna? Brak czasu na dopieszczenie, aby wystartować z wersją ostateczną.
Logo gotowe, a nieopublikowane. Tapeta i baner w fazie koncepcji. Fotki porobione, ale nieobrobione. I tak "wisi" sobie blog w ukryciu. A ja sobie szyje, piszę "do szuflady", podziwiam prace innych, tupię nóżkami, mam chrapkę na rozdawajki i dopieszczam, czas leci, projekty się piętrzą...
A to wszystko przez obawę przed falstartem! Bo trochę roboczo, bo "skórka" bloggerowa, bo logo niedopieszczone itd.
Cóż, jak nie teraz to nigdy. Podjęłam decyzję. Ujawniam się :)
Powód? Już 12 postów roboczych i ciągle przybywa!
Będę publikować jeden post dzienne. Heh optymistka! No może co 2-3 dni. Aż do wyczerpania zapasów. Oczywiście jeżeli czas pozwoli.
Potem już na bieżąco.

Blog będzie rozwijał się, nieco zmieniał, doskonalił, kształtował do ostatecznej formy, a potem ewoluował i mam nadzieję rozkwitał razem z moimi pracami. Wraz z nim moje prace nabiorą charakteru i pewnie obiorę jakiś określony kierunek.
Na tą chwilę bawię się szyciem, próbuję, testuję, uczę się, weryfikuje swoje możliwości, umiejętności, szyciowe sympatie i antypatie. Pociąga mnie wiele i dobrze mi z tym. Dlatego powstaje mnóstwo różnych rzeczy. Jedne lepsze, inne "do szuflady", ale każda z przyjemnością. Jedne sprawiają, że mam ochotę na więcej (patchworki, przytusie), inne męczą i męczą, więc jak skończę to do nich nie wracam. A najbardziej cieszy mnie szycie dla kogoś, w prezencie, w podzięce, z okazji i bez okazji. Z dedykacją, sercem, duszą.
No i uzależniam się! Od pięknych tkanin - najchętniej przygarnęłabym wszystkie, które wpadły mi w oko, zachwyciły, zainspirowały. Od nowych sżyjątek i uszczęśliwiania nimi innych. Od podziwiania prac mistrzów i amatorów. Od odkrywania nowych możliwości.
Tak! To o tym będzie ten blog!
Zapraszam :)

A na początek coś bardzo przyjemnego. True Collors, Anny Marii Horner. Moje najświeże tkaninowe marzenie! Zakochałam się w tej kolekcji. Niestety muszę jeszcze poczekać (albo pokombinować), bo przesyłka ze Stanów jest kosmicznie droga. A i czasu niewiele, bo zapasy się kończą.
źródło: http://store.annamariahorner.com/truecolors.html




4 komentarze:

  1. Powodzenia na nowej drodze s-życia :) uzależnienie od tkanin, jest prawdopodobnie nie do wyleczenia ;) trzeba z tym żyć i szyć - choć czasem tak ciężko jest pociąć ukochaną, zdobytą ćwiartkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A myślałam, że tylko ja tak mam, że nóż aż mi drży w rękach. Chciałabym zjeść "ciasteczko" i jednocześnie je zachować w całości :)

      Usuń
  2. Świetny, ale domyślam się, że czasochłonny pomysł... Blog kusi ciekawymi pomysłami!!! Powodzenia!:) Pozdrawiam serdecznie. Marta M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Martusia. Oj, tak niezwykle czasochłonny. Ale jaki wdzęczny efekt :) Zapraszam częściej :)

      Usuń