niedziela, 31 maja 2015

Shark Attack, czyli kołderka dla chłopca.

I w końcu udało mi się przysiąść do posta i zdjęć mojego, jak na razie, ulubionego projektu.
Mowa o kołderce, a właściwie kołderkach, a jeszcze precyzyjniej to kołderce i komplecie, o którym wzmianka była już TU. Shark Attack, czyli Rekinki.  A było to tak.





Po uszyciu pierwszej narzuty (na łóżko Natki Gagatki) nazwanej przeze mnie PatchTworkiem, bo trudno mi ją nazwać patchworkiem, zapragnełam więcej i więcej :) Z jednej strony złapałam bakcyla patchworkowego, a z drugiej chyba czułam wewnętrzną potrzebę udowodnienia sobie, że jednak potrafię zrobić to znacznie lepiej. I tak zamarzył mi się pledzik dla mojego Piprusia. Przeczesałam zasoby internetowe i w Robin's Patchwork znalazłam idealny zestaw! Kolekcja Shark Attack !
Z drżącymi rękami przystąpiłam do realizacji, bojąc się okrutnie, że spartole te piękne tkaniny. Oczywiście w trakcie okazało się, że nie do końca przemyślany układ łat nie chce współpracować ze mną i moją koncepcją tak, jak to sobie wymyśliłam. To właśnie w tym momencie dotarło do mnie, że w patchworku sama technika jest niezwykle ważna, ale to koncepcja jest najważniejsza. Przemyślany układ to klucz do sukcesu. Oczywiście zgadzam się w pełni z Quilterkami, które uważają, że praca sama prowadzi do ostatecznego celu, bo też tego doświadczam. Za każdym razem początkowa koncepcja ewoluuje w trakcie szycia i tak jest dobrze. Jednak dobry i przemyślany początek to podstawa, która pozwala na ewolucje, zamiast wymuszać rewolucje w trakcie. 
Po długich kombinacjach powstała Piotrusiowa kołderka, która jest moim oczkiem w głowie i wciąż w użyciu. Produkt wielofunkcyjny. Najpierw jako wkład do wózka dla noworodka, potem kołderka do wózka, a teraz również mata na podłogę do zabawy i kocyk piknikowy. I to pewnie nie jest jej ostatnie słowo. Ze zdjęć mam tylko kilka i to średniej jakości, bo nie mogłam doczekać się Rekinków w użyciu :)



Najbardziej jestem dumna z lamówki ;)


Rekinki Piotrusia w użyciu.


Co do szyciowych wniosków to:
1. Tkaniny z kolekcji Shark Attack Northcott Fabrics rewelacja. Żadnych problemów przy praniu.
2. Niebieska tkanina uzupełniająca pochodząca z Ikei (Ditte) również świetna i nie sprawia kłopotów ani przy szyciu, ani przy praniu.
3. Tkanina, z której zrobiłam lamówkę pochodzi ze sklepu stacjonarnego i to tzw. nołnejm, więc nie zdziwiło mnie (chociaż wkurzyło), że kolor z niej... jakby się zciera (?), wypłukuje (?), na całe szczęście nie farbuje (przy dekatyzacji nie było tego widać).

Szczegóły realizacyjne:
Tkaniny - kolekcja Shark Attack Northcott, Zygzaki z kolekcji Simple Marks Moda, granatowy solid Cobalt kolekcja Color Works Northcott (robinspatchwork.eu). Jaśniejsza niebieska tkanina to Sage lub Peacock (niestety nie pamiętam) Kona Solid Kaufmann. Niebieska tkanina użyta na bordiurę i spód to Ditte z Ikei. Lamówka tkanina z kolekcji "Pojęcia nie mam czyja" ;-) zakupiona w sklepie stacjonarnym we Wrocławiu pod wiaduktem przy dawnym targowisku na Zielińskiego. Notabene sklepik jest po sufit wypchany najróżniejszymi tkaninami. Sądzę, że głównie polskimi i z polskimi cenami. Można znaleźć również takie sensowne, choć można się też troszkę naciąć jak wynika z powyższego.
Wypełnienie kołderki: włóknina poliestrowa 8mm z Allegro. Pikowanie po szwach. Wymiar: 130x100.

A już wkrótce post o kolejnych Rekinkach, tym razem w całym zestawie dla Dwulatka. 
Zapraszam i pozdrawiam wszystkich Czytaczy ;-)
Basia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz