poniedziałek, 26 czerwca 2017

Kwiat Boho? Heksagonowa poduszka.

Pierwsze skojarzenie... Boho!
Choć po zgłębieniu tematu "boho"... nie jestem już taka pewna... ale czy to ważne ;-)

Niewątpliwie, za sprawą kształtu poduszka jest oryginalna. Kolory moje, bardzo moje. Uwielbiam odcienie fioletu. Do tego w soczystych, kontrastowych zestawieniach. Z cytryną, limonką i pomarańczą mogę oglądać i oglądać :-) 

czwartek, 25 maja 2017

Przysiadły motyle na chwilę. Etui Hafciarki.

No! To pierwszą wymiankę mam za sobą. Dzięki niej powstało Etui dla Hafciarki.
A od Hafciarki dostałam przepiękne hafty :-D

A było to tak... ;-)
Cały poprzedni rok z uwagą i nieskrywanym zachwytem śledziłam haftowane wróżki, które na swoim blogu W czasie wolnym... pokazywała Iwonka. Zobaczcie - Wróżkowy Kalendarz.

Gdy Iwonka zgodziła się na małą wymiankę skakałam z radości :-) W zamian postanowiłam uszyć dla Iwonki coś przydatnego. 
Tak powstało Etui Hafciarki.


wtorek, 23 maja 2017

Nerka w "pepitkę". I o tym, czego jeszcze nie napisałam ;-)

Przestój raz jeszcze. W pisaniu. Cóż, takie życie, bo ponoć nie samym szyciem człowiek żyje. Hmmm... 

Szyję. W każdej możliwej chwili. 

Na początek najświeższy uszytek. Nerka w niecodzienną pepitkę. Uwielbiam ten wzór. Właściciel to już poważny Dziewięciolatek, więc i wzór poważniejszy.




A co poza tym? 

czwartek, 6 kwietnia 2017

Nerka w trampki :-)

Jak wspominałam przy okazji Kociej Nerki dla Bratanicy, z przyjemnością wróciłam do tematu :-) 
Tym razem szyłam dla mojego Chrześniaka. Bartuś jest już przedszkolakiem i kocha swoje auta. Uznałam, że przyda mu się coś do zabierania skarbów ze sobą.

środa, 22 marca 2017

Etui okularowe hekso-skrapowe.

Piękne tkaniny wykorzystane do ostatniego skrawka? O tak!

Kolekcja Playground Amy Sinibaldi (AGF) niewątpliwie do tego skłania :-)
Uszyłam już z niej OXOX, czyli kołderkę Kółko i Krzyżyk.
Z "odpadów" poprodukcyjnych w postaci malutkich HST uszyłam Etui na książeczkę zdrowia dziecka
A z resztek zachciało mi się heksów :-) Wykorzystałam co się dało... no dobra jakieś okruszki jeszcze mam, ale to już chyba na mega skrapowy quilt ;-)

wtorek, 14 marca 2017

Kocie poplątanie z pomieszaniem, czyli otulacz ręcznie pikowany.

30 miesięcy. Dwa i pół roku! Tyle upłynęło od pierwszego cięcia do ostatniej nitki.

To zadziwiające, jak czasem trudno mi skończyć coś, czemu do finału brakuje dosłownie kilka szwów. Ciągle "coś".



To był mój trzeci rozpoczęty w życiu patchwork. Jak już kiedyś wspominałam, kwadraty zszywałam zanim wypracowałam sobie określone standardy pracy, w tym zszywanie na odlegość stopki.  W efekcie trochę sobie na finiszu poprułam.