czwartek, 20 września 2018

"Los Flamingos Neros" ;-)

W ostatnim poście wspominałam, że zmierzyłam się z własnym wykrojem na nerkę.
Co więcej, jednocześnie zmierzyłam się z bezszwową podszewką! Zatem dziś krótko opowiem Wam o ... 

Los Flamingos ;-)

Tak. Nerka, którą widzicie powyżej jest uszyta przy użyciu własnoręcznie "rozrysowanego" szablonu :-D Zdaję sobie sprawę, że na pierwszy rzut oka wygląda jak wiele innych. Włożyłam w nią jednak mnóstwo pracy i dopasowałam do siebie.

Jak już pisałam, do tej pory korzystałam z wykroju z Etiblog, ale prawie za każdym razem zmagałam się z lekkimi trudnościami przy dopasowywaniu przodu do tyłu. Prawdopodobnie dlatego, że w nieco inny sposób przyszywałam podszewkę. W końcu postanowiłam opracować swój wykrój.

Najpierw rozrysowywałam szablon na papierze. Wyliczałam i dopasowywałam krawędzie. Szczególnie na łukach. Potem wycinałam i łączyłam. Najpierw zszywaczem, potem fastrygą. Po osiągnięciu w miarę satysfakcjonującego "modelu" papierowego szyłam "prototypy" z resztek tkaniny home decor. Po kilku modyfikacjach dopracowałam model.  Przygotowałam ostateczny wykrój i drżącą ręką zabrałam się do wycinania docelowych materiałów.
Efekt? No!
Dokładnie taki, jaki sobie wymyśliłam.

A w kwestiach technicznych...
Podobnie jak przy Moropikselozie użyłam tkaniny typu softshell, którą usztywniłam wigofilem. Wnętrze to wodoodporna tkanina podszewkowa.

I tym razem dodałam gumki pełniące funkcję dodatkowych uchwytów, a odblaskową wypustkę wszyłam pod zamkiem Zielony pasek i klamry dopełniły całości. Nerka należy do mojej Córki :-) I od wiosny świetnie się sprawdza w różnych sytuacjach. Jest tylko trochę pomniejszona względem bazowego wykroju.
 

A co tak na prawdę sprawia, że ta "konstrukcja" jest dla mnie najlepsza?
Zależało mi na dużej klapie, na szerokości przodu i sporym dnie, które razem "zapracują" na pojemność. Jednocześnie zależało mi, aby całość ładnie układała się na biodrze. Chciałam mieć możliwość swobodnego wszycia tylnej kieszeni. Dążyłam do tego, aby boczne części również stanowiły przestrzeń do przechowywania - np. małych chusteczek, czy pomadki. I to wszystko osiągnęłam!
Ten ostatni aspekt warunkował jednocześnie konieczność takiego wszycia podszewki, aby po otwarciu nie było widać szwów. Ostatecznie uniknęłam lamówek i jednocześnie zachowałam oczekiwaną estetykę wnętrza. I to mój sukces :-D 


Na zakończenie przyznam, że zaczęłam pracę nad kolejną softshellową nerką. Kusi mnie, aby przy tej okazji przygotować dla Was tutorial pokazujący, w jaki sposób wszyłam tą podszewkę. Co Wy na to?
Dajcie znać :-)

Na dziś to wszystko. Następnym razem pokażę Wam obiecany wcześniej uszytek, który powstał do kompletu z piórkową torebką. To dla odmiany... nerka ;-) Z pełnowymiarowego wykroju.
Dziękuję za wizytę.
Basia

środa, 29 sierpnia 2018

Moropikseloza. To znów nerka.

Postanowiłam, że zamiast zapowiedzianej mojej osobistej piórkowej, pokażę dziś...


"Moropikselozę"

Nerka niestandardowa, bo uszyta z... softshellu!
Ot taki eksperyment, o którym krótko Wam opowiem.
Pod koniec maja, w obliczu zbliżających się wakacji zaplanowałam uszyć nerki dla moich dzieci i dla siebie.
Z lekkim sportowym zacięciem, odporne na deszcze, łatwe w czyszczeniu, nieco sztywniejsze, a jednocześnie w miarę lekkie.
I mogłabym szyć ze standardowej wodoodpornej tkaniny poliestrowej, ale uznałam, że nie będzie odpowiednio sztywna. 

Postanowiłam wypróbować softshell. Wybrałam trzy świetne wzory i...
...okazało się, że mimo odpowiedniej grubości ta tkanina nie zachowa oczekiwanej sztywności. Mało tego, zupełnie przeoczyłam, że softshell minimalnie się naciąga.
Finalnie oprócz podszewki musiałam dodać warstwę stabilizującego wigofilu, co w przypadku prezentowanego egzemplarza nieco utrudniło szycie. Na szczęście efekt końcowy jest zadowalający, szczególnie małego Nosiciela. 

Podsumowując.
Wierzch uszyty jest z tkaniny typu softshell. Jako usztywnienie wykorzystałam wigofil, który jednocześnie ustabilizował tkaninę. Do wnętrza wszyłam wodoodporną podszewkę.

Wzór moropiksele jest obłędny! Zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia. Aż się prosił, aby dodać komando-gadżet ;-) Dodałam dwa.
Nad górną częścią zamka wszyłam odblaskową wypustkę. Oj nie było łatwo.

A w przedniej części dodałam okrągłe gumki, które służą do przeplatania, mocowania, przywiązywania, chwytania i do wszystkiego, co młoda wyobraźnia podpowie. 

I tym razem skorzystałam z wykroju dostępnego na Etiblog. 
Przyznam jednak, że to ostatni raz, ponieważ opracowałam swój własny wykrój. 
Zajęło mi to mnóstwo czasu, próbnego szycia, prucia i poprawiania, ale osiągnęłam efekt, który w pełni odpowiada moim potrzebom. 

Mój wykrój wykorzystałam już do uszycia nerki dla siebie i mojej córki.
Pokażę je Wam niebawem.
Tymczasem zapraszam Was na mój profil fejsbukowy, gdzie postanowiłam wrzucać szybkie relacje z bieżących prac :-) Link znajdziecie w prawym bocznym pasku.

Do zobaczenia.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Na lato przystroiłam się w piórka ;-) #1

W zasadzie mogłabym zacząć od... długo mnie tutaj nie było, ale... nieeee :-)

Witajcie :-)
Jestem!
Ostatnie 3 miesiące były niezmiernie pracowite. Gdzieś przeoczyłam, że całkiem sporo w tym czasie uszyłam, a na pisanie postów i obróbkę zdjęć niestety wciąż doba jest za krótka. 
Do tego moją energię mocno przekierowałam w stronę zawodową. Już czas!
Mam nadzieję, że mimo tego przegrupowania priorytetów, szycie nadal będzie obecne w mojej codzienności. Na przykład w postaci oryginalnych gadżetów do pracy. Albo ubrań :-) Czas pokaże.

Tymczasem, nawet jeśli szycie będzie grało rolę drugoplanową, to do pokazania Wam będę miała sporo.
Wszak nieprezentowanych tutaj uszytków jeszcze u mnie dostatek ;-)

A dziś...


Piórkowa Torba


A raczej torbiszcze, bo jest pokaźnych rozmiarów
Szer. 48cm x wys. 31cm x 14 cm dno.

Do jej uszycia wykorzystałam tkaninę bawełnianą Art Gallery Fabrics kupioną w Cotton Cafe.
To materiał o grubym splocie nazywany w Stanach canvas. Wzór jest piękny! Piórka na delikatnym kremowym tle wzbogacone o subtelne złocenia.

Do usztywnienia użyłam cameli z klejem, a na dno wprasowałam dodatkowo gruby sztywnik.

Do środka wszyłam wodoodporną podszewkę. Wnętrze urozmaiciłam kieszenią na zamek oraz dużą boczną kieszenią otwartą.


Do wnętrza dodałam także karabińczyki na tasiemkach. To niezbędne i bezpieczne rozwiązanie, gdyż torba ma punktowe zapięcie magnetyczne, zatem wszystkie cenne rzeczy mogę schować w zamkniętej kosmetyczce.

W torbie zastosowałam dwufunkcyjny pasek ;-)
Można ją zatem nosić zarówno na ramieniu lub w ręce, jak również na długim pasku niczym listonoszkę.




Efekt ten uzyskałam dzięki zastosowaniu eleganckich karabińczyków przypinanych do kółek. Dodałam również przeplot na kółeczkach, dzięki czemu można regulować długość paska.
Na pasek wykorzystałam plecioną taśmę, z której uzyskałam również efekt etno-frędzelków.

Tyle o torbie. Następnym razem pokażę Wam, co uszyłam do kompletu. Od 2 miesięcy nie rozstaję się z tym uszytkiem :-)

Do zobaczenia :-)
Basia

niedziela, 15 kwietnia 2018

Kosmetyczka "INDIANKA".

Dziś pokażę Wam kolejną kosmetyczkę. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle pokazywać je tutaj, czy jednak ograniczyć się tylko do facebooka. Wszak drzwi blogowe zarosły już kurzem, ale... to jest część PatchTworkowej rzeczywistości, więc będą :-)

Zatem dziś "INDIANKA".


W podstawówce, do klasy mojego Brata chodziła dziewczyna. Miała urodę Pocahontas i ciekawy styl. Nosiła dzwony, bluzki w kwiaty, zamszową kurtkę z frędzlami. Była piękna!


I ta kosmetyczka właśnie ją mi przypomina :-)





Technicznie... krótko. Połączenie wysokogatunkowej amerykańskiej bawełny z piękną, brązową ekoskórą (żałuję, że kupiłam jej tak mało!). Bawełna usztywniona nieco camelą, a część z ekoskóry jest wystarczająco stabilna. Zwieńczeniem jest wrzosowy zamek i dekoracyjne przeszycia "etnozygzakiem" ;-) Wewnątrz wodoodporna podszewka.
Całość mierzy 24x19x7cm (szer/wys/dno).

Kolejna niebawem. Powolutku "rzeźbię" nawet tematy patchworkowe. Jedna z kosmetyczek też się załapała i wkrótce ją zobaczycie ;-)
Reszta patchworkowych tematów póki co poczeka na finał. 
Pięknej wiosny Wam życzę
Basia

czwartek, 12 kwietnia 2018

Kosmetyczka "Miodosyt".

Miało być wiosennie i kwiatowo, a będzie... coś w tym rodzaju ;-)
Niestety, kolejny maraton wirusowy - tym razem grypowy - nieco pozmieniał moje plany.
Dlatego dziś, zamiast zapowiedzianych kwiatów, pokażę Wam bardzo ciekawe połączenie dwóch barw - miodowej i intensywnego różu.
Bardzo lubię to połączenie. Choć miodowo-musztadowy to zupełnie nie "mój" kolor i go w ogóle nie noszę, to z przyjemnością kolejny raz z niego szyję.

Oto kosmetyczka MIODOSYT!
 


I tym razem sięgnęłam po połączenie tkaniny obiciowej i wysokogatunkowej bawełny. Całość usztywniona camelą. Jest lekka, dobrze trzyma fason. Wewnątrz wszyłam popielatą i wodoodporną podszewkę. Całość mierzy 25x18x7cm (szer/wys/dno).




Pragnę również zwrócić Waszą uwagę na dopieszczone detale - uchwyty z dwukolorowych, plecionych rzemieni i ozdobne przeszycia ombre, które układają się w subtelne fale w dwóch głównych odcieniach. Zaszalałam ;-)


Mam nadzieję, że w kolejnych dniach będę mogła pokazać Wam następne dopieszczone "przydasie". Zaparaszam :-)


Basia

ps. Kosmetyczka powędrowała na aukcję na rzecz wrocławskiej Fundacji Lemura. Fundacja została założona przez jedną z naszych patchworkowych koleżanek. Jednym z obszarów działalności jest rozwój pasji u dzieci (warsztaty naukowe z mikroskopem), dorosłych (warsztaty szycia patchworków).

niedziela, 1 kwietnia 2018

Na "Leśnej Polanie". Kosmetyczka dziecięca.

U mnie znów "kosmetycznie" ;-)  Jak pisałam w poprzednim poście, miałam mały dylemat, czy zwierzątka połączyć z miodowym, czy może jednak z limonką. Nieskromnie napiszę, że oba połączenia okazały się trafne.
Dodam zupełnie szczerze, że nadal nie jestem w stanie stwierdzić, które z nich podoba mi się bardziej. 
Podobnie jak w przypadku "Miodownika" i tym razem pobawiłam się trochę aranżacją zdjęć ;-)


Wzorem poprzedniczek i tym razem połączyłam wysokogatunkową tkaninę bawełnianą z tkaniną obiciową - taką milutką w dotyku ;-) Całość usztywniłam camelą i wszyłam poliestrową wodoodporną podszewkę. Ta kosmetyczka jest również nieco mniejsza -
ok 13x17x6cm.

Jak widać "faza" na ozdobniki z washable kraft paper trwa ;-)



A już niebawem... kolejne kosmetyczki, a jakże ;-) Na początek będzie bardzo wiosennie.

Korzystając z okazji życzę Wam Wesołych Świąt :-)
Basia

poniedziałek, 26 marca 2018

"Miodownik". Kosmetyczka dla Małej Damy.

Miodowo-musztardowy to kolor, który jest bardzo daleki "mojej" palecie barw.
Nie wyglądam w nim i nie noszę. Co nie oznacza, że nie lubię na niego patrzeć i szyć :-)
Lubię upajać się jego widokiem na typowej "Jesieni", najlepiej z burzą rudych loków ;-)
Lubię go w otoczeniu soczystych barw.

Dziś pokażę Wam "Miodownik", czyli połączenie miodowo-musztardowej tkaniny z motywem różnobarwnych zwierzątek na popielatym tle, z wesołym akcentem w postaci turkusowymi bąbelków ;-)
To wszystko zaś w towarzystwie miodu, który uwielbiam jeść i na który lubię... patrzeć :-)



Kosmetyczkę uszyłam z tkaniny bawełnianej i sztywniejszej poliestrowej. Dodałam dekoracyjne detale - zamek kostkowy, tasiemki, bąbelki. 



Usztywniłam sztywnikiem do torebek. Niektóre elementy wykończyłam ręcznie. Do wewnątrz wszyłam wodoodporną podszewkę. Wymiary ok 15x17x6cm. 

Wręczyłam i mam nadzieję, że będzie w użyciu Małej Damy :-)

***
Następnym razem pokażę Wam drugą - limonkową - odsłonę tkaniny ze zwierzątkami.
Przyznam, że miałam dylemat, które z połączeń kolorystycznych podoba mi się bardziej.
Ostatecznie uznałam ten dylemat za nierozstrzygalny (dla mnie) i... wykorzystałam oba :-)
Ciekawa jestem, który Wam bardziej przypadnie do gustu.

Mało tego, miodowo-musztardowy też połączyłam z czymś więcej, niż zwierzątka. I w kolejnej odsłonie zobaczycie go w towarzystwie... różu! Ciekawa jestem Waszego odbioru:-)

Do zobaczenia
Basia